Dzień dobry!
Mój brat ma 45 lat (jeszcze chyba nie dziadek).
Od 17 roku życia miał stałe problemy z kolanem (menisk).
Jak wielu ludzi w tamtych czasach, czyli w latach 90., nie chodził do szpitala, a leczył się samodzielnie (sam ma wykształcenie medyczne).
Oczywiście moje „cudowne” urządzenia nie budziły jego zaufania (wkładki, aktywator komórek, okulary jonowe, pas itd.), a nawet się z nich śmiał 😵.
Wtedy zrozumiałam, że takim ludziom nic nie trzeba udowadniać, po prostu zostawiłam wkładki w domu (tak, „zapomniałam”).
Po tygodniu przyszedł i zaczął skakać jak lalkę „Vanka-Wstańka”, mówi, że dawno nie mógł usiąść i ugiąć kolan (przysiady), albo jak słynny nasz kabareciarz „SZTYR”.
Nie dało się go uciszyć – mówi, że sposób chodzenia się zmienił, plecy zaczął trzymać prosto, teraz nie chodzi jak niedźwiedź koślawy.
Efekt: jeszcze nie dziadek i już nie chłopak, ale szczęśliwy jak dziecko.
Sayana Chudakowa























